Nakręcona Dorotka

2014-05-12

Ghostbikersi w minioną niedzielę rozkręcili Dorotkę. Na górze Św. Doroty po raz drugi odbyły się Mistrzostwa Cross Country. W kategorii „elita” zwyciężył Mariusz Kozak.

Spotkaliśmy się z opiniami, że ludzie czuli się tu jak w górach bo fajna trasa, fajne podjazdy i zjazdy.

- mówi współorganizator zawodów, Paweł Sas.

Mariusz Kozak, uzyskując czas 54 minuty, zajął I miejsce. Jak nam potem zdradził, trasa nie była trudna, ale zaskoczyły wymagające podjazdy i oczywiście poziom zawodników:

Wysoki poziom jak na taką lokalną imprezę przyjechali nawet zawodnicy z Małopolski, więc było się z kim ścigać.

- dodał Mariusz Kozak.

Prócz amatorów, pojawili się i zawodowcy, my spotkaliśmy jeszcze jedną osobę, która śmiało przyznała, że na trasie było jak „z górki”:

Nie jest aż taka trudna no ale musiałem podprowadzić trochę rower no ale mówię, że piękna trasa, ale jest łatwa.

- dodał jeden z najmłodszych uczestników, Mateusz.

Większość zawodników jednak była zgodna co do tego, że trasa nie była aż taka łatwa, była za to dobrze przygotowana.

Podjazdy mnie zaskoczyły, były bardzo ciężkie trzeba było z roweru zejść i prowadzić.

- tłumaczy uczestnik zawodów, Jarosław.

Prowadzić na tle zawodowców nie było łatwo, bo poziom był wysoki, a sportowcy, którzy zjawili się na starcie u podnóża góry Dorotki, byli przygotowani na ostrą, sportową rywalizację.

Strome zjazdy techniczne z bandami, no i podjazdy. Ta trasa słynie jeszcze z zawodów zjazdowych i stąd bardziej ją znam, jak na zawody XC bardzo fajnie.

- tłumaczy uczestnik zawodów, Wojciech.

Ja jestem ogólnie początkującym, po raz pierwszy biorę udział w takich zawodach i dla mnie jest zaskoczeniem, dwa i pół kilometra zrobiło na mnie wrażenie, takie że musiałem zrezygnować po trzecim kółku.

- tłumaczy uczestnik zawodów, Jarosław.

Bez przygotowania i poznania trasy, Andrzej Kędziora nie wyobrażał sobie startu:

Długo się pan przygotowywał? – Całe życie! – odpowiada Andrzej Kędziora.

Poziom mam wrażenie, że był wysoki, jak bardzo to nie wiem bo mi zwiali jak łańcuch łapałem po drodze. Zawodnicy zaskoczyli mnie na zjazdach, byli szybcy, sunęli jak rakiety.

- dodaje pan Wojciech.W tym roku liczba zawodników była podobna co w pierwszej edycji, zwiększyła się za to liczba kibiców i powstało zupełnie nowe miasteczko rowerowe.

W zeszłym roku impreza okazał się udana, postanowiliśmy iść tą drogą dalej, w tamtym roku przybyło 170 osób w tym roku również 170 osób, jest więcej widzów, dzięki naszemu miasteczku rowerowemu.

- dodaje współorganizator, Paweł Sas.

Na dole na uczestników czekały porady i pomoc techniczna, a ci którzy czuli niedosyt mogli się jeszcze trochę pokręcić w stacji Shimanu i sprawdzić stan techniczny rowerów.

Przede wszystkim muszą być hamulce sprawne, ale jednocześnie napęd i ciśnienie w oponach.

- tłumaczy Arek Płonka, Shimanu Polska.

Nikt nie narzekał na pogodę, na kondycję, czy siniaki, bo przecież imprezę nakręcało coś innego:

Nie ważne które miejsce ważne żeby była dobra zabawa!

- skomentowały uczestniczki zawodów, Julia i Sara. 

 

Autor: Agnieszka Niewolańska

FacebookTwitterWykopGoogle+

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress