Nauka z dozą optymizmu

2015-02-25

Historyczne wygrane i triumfy nad faworytami przeplatane rozczarowaniami i niedosytem – tak wygląda pierwszy sezon MKS-u Dąbrowa Górnicza w krajowej elicie. Zapraszamy do zapoznania się z wywiadem z Łukaszem Żakiem i Rafałem Podgórskim. Z członkami Zarządu MKS-u Dąbrowa Górnicza rozmawiał Damian Juszczyk.

Fot. Adrianna Antas / MKS Dąbrowa Górnicza.

7 zwycięstw, 13 porażek i 12. miejsce w gronie szesnastu drużyn po dwóch trzecich rozgrywek. Przed sezonem taki wynik wzięliby panowie w ciemno? 

Łukasz Żak: Szczerze mówiąc, liczyliśmy na to, że będziemy nieco wyżej. Kilka razy niepotrzebnie uciekły nam punkty, choćby w meczu w Lublinie. Najważniejsze jest jednak to, że sprawdzają się nasze zapowiedzi, iż nie będziemy chłopcami do bicia.

A znając przebieg wydarzeń w dwóch trzecich rundy zasadniczej, są panowie zadowoleni z postawy zespołu czy pozostaje niedosyt?

Rafał Podgórski: Nie da się ukryć, że były chwile rozczarowań, o których wszyscy wiemy. Nie zapominamy też o przyjemnych momentach triumfów, nawet tych niespodziewanych. Podsumowując, nie jest źle, choć mogłoby być lepiej. Doskonałe nastroje przeplatały się z rozczarowaniem, takim jak po porażce z Jeziorem. W naszej opinii aktualna pozycja i dotychczasowy przebieg sezonu sprawiają, że w przyszłość można patrzeć z umiarkowanym optymizmem – zarówno w kontekście zakończenia obecnych rozgrywek, jak i następnego sezonu.

MKS Dąbrowa Górnicza jeszcze kilka miesięcy temu walczył na parkietach pierwszej ligi. Teraz pokonał już m.in. brązowego medalistę ubiegłego sezonu z Sopotu i ekipę Śląska Wrocław, najbardziej utytułowaną w kraju. Jak smakują takie zwycięstwa?

RP: Te zwycięstwa są w pewnym wymiarze historyczne, w historii klubu zapisują się wręcz złotymi zgłoskami, gdyż jest to przecież nasz pierwszy sezon w ekstraklasie. Wygrane z klasowymi zespołami mają szczególny smak.

ŁŻ: Takimi zwycięstwami pokazujemy „pazur” – dowodzimy, że potrafimy walczyć. Jednak gryzie nas to, że tego samego pazura czasami brakuje w starciach z drużynami spoza czołówki i nad tym przede wszystkim musimy pracować.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po kilku udanych meczach część kibiców zaczęła marzyć o awansie do play-offów. Szanse nadal są, ale może w debiutanckim sezonie nie powinno się być zachłannym?

ŁŻ: Od początku deklarowaliśmy, że ten pierwszy sezon to dla nas czas nauki. Dla zarządu, trenerów, całej drużyny. Wiemy, że zawodnicy mają potencjał i kluczowym zadaniem jest ustabilizowanie formy i przełożenie tego potencjału na parkiet we wszystkich spotkaniach, a nie tylko w niektórych. Uczymy się ekstraklasy. Wyciągamy wnioski i stawiamy sobie cele do osiągnięcia również na kolejne rozgrywki, kiedy na pewno będziemy już wszystkich dokładnie rozliczać.

RP: Gra w play-offach nie jest w tym sezonie „sprawą życia i śmierci”, ale nikt nie powiedział, że mamy w tych play-offach nie grać. Dlatego jeżeli będzie na to szansa to trenerzy i zawodnicy powinni zrobić wszystko, aby wykorzystać tą możliwość.

A jak oceniają panowie MKS na tle pozostałych nowych drużyn w elicie? W pokonanym polu na wyjeździe pozostał właśnie Polfarmex Kutno, ubiegłoroczny triumfator pierwszej ligi,

RP: Wygraliśmy w Kutnie, lecz wcześniej przegraliśmy u siebie. Kiedy udaje nam się zrewanżować pozostałym beniaminkom, wszystko jest w porządku. Na razie trudno mówić o boiskowej przewadze którejś z nowych drużyn, natomiast organizacyjnie być może udaje nam się powoli taką przewagę wypracowywać. Wydaje mi się, że pod kątem organizacji wszystko mamy dopracowane coraz lepiej i w pewnych kwestiach coraz bardziej zbliżamy się do poziomu ekstraklasy lub nawet go osiągamy, choć nadal jest jeszcze wiele do zrobienia. Sportowo w jakimś sensie jesteśmy tam, „gdzie powinniśmy być” – czyli przed ekipami przed sezonem typowanymi jako te, które będą zamykać tabelę. Szkoda paru meczów, ale jeszcze wszystko przed nami.

Nigdy wcześniej w Dąbrowie nie panowała taka presja. Po sukcesie zespół jest wychwalany pod niebiosa, po porażce czy dwóch – mieszany z błotem i wzywany do zmian kadrowych czy nawet w sztabie szkoleniowym. Jak zarząd znosi te ekstraklasowe huśtawki nastrojów?

ŁŻ: To już chyba taka polska mentalność – gdy jest dobrze, panuje euforia i wszyscy są wspaniali, a po porażkach wiele osób wiesza psy na „winowajcach”. My na razie podchodzimy do wszystkiego spokojnie, na chłodno. Po tej lekcji w postaci pierwszego sezonu będziemy wyciągać wnioski i zastanawiać się, co możemy zrobić, żeby było lepiej. W przyszłym sezonie walka o play-off zdecydowanie będzie już naszym jasnym celem, aczkolwiek oczywiście byłoby miło, gdyby udało się już teraz. (uśmiech)

Do końca rundy zasadniczej jeszcze dziesięć meczów. Z jednej strony nawet ósme miejsce jest w zasięgu, z drugiej po dwóch-trzech porażkach można wylądować na dnie tabeli. Jest plan minimum i plan maksimum?

RP: Plan maksimum to gra w play-offach, natomiast planem minimum jest to dziesiąte miejsce. Bo gdybyśmy zajęli dziewiąte, byłoby nam trochę żal, że do awansu do fazy play-off zabrakło tak niewiele… (uśmiech)

Autor: Martyna

FacebookTwitterWykopGoogle+

Comments are closed.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress