Czy błędy lekarzy z Sosnowca zabiły Mateuszka?

2015-06-12

Państwo Bednarscy walczą o sprawiedliwość od 2012 roku. Ich dziecko udusiło się, bo nikt na czas nie zareagował. Obwiniają sosnowieckich lekarzy nie tylko o nieumyślne doprowadzenie do śmierci synka Mateuszka, ale także o fałszowanie dokumentacji medycznej i zaniedbania okołoporodowe, których o mały włos pani Ewelina nie przepłaciła życiem.

Michał i Ewelina Bednarscy, małżeństwo z Sosnowca. O potomstwo starali się długo, to była pierwsza ciąża Eweliny. Do Szpitala Miejskiego w Sosnowcu na oddział Ginekologiczno- Położniczy kobieta trafiła w 36 tygodniu ciąży.

Leżałam tydzień w szpitalu z objawami zatrucia ciążowego, dostałam w tym czasie bóli porodowych, to był przypomnę 36 tydzień ciąży, USG pokazywało, że dziecko ważyło już 3,700, ciąża była donoszona.

- wspomina p. Ewelina Bednarska.

Eweliną zajmuje się Maciej Ornowski, ginekolog wówczas ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego. To on pełni dyżur, kiedy kobieta trafiła na oddział.

Ornowski zamiast pozwolić mi rodzić, albo mnie najnormalniej w świecie, jak mnie zaczął ten brzuch boleć zostawić, podał mi leki rozkurczowe, wstrzymał całą akcję, trzy dni później wypuścił ze szpitala bez badań.

- dodaje p. Bednarska.

(wycofany obecnie lek to Fenotherol przyp. red.)

5 listopada kobieta znowu pojawia się na oddziale ginekologiczno- położniczym, który opuściła 2 listopada.

Dostałam biegunki, dostałam wymiotów, dostałam drgawek, odeszły mi wody, ja się przeraziłam, pierwszy raz w życiu odchodziły mi wody, odeszły razem z krwią, nie wiedziałam, czy tak powinno być czy nie, w momencie zerwałam się z mężem, żeby jechać do szpitala.

- stwierdza kobieta.

Po przyjeździe do szpitala pani Ewelina trafia na Izbę Przyjęć.

Skierowali mnie na KTG, ja im mówię ruchów nie czuję, może pani nie czuć, bo jeżeli dziecko jest w kanale rodnym nic się nie dzieje, w tym momencie jak mi to mówi położna, patrząc na wydruk KTG, ja jej ufam, uspokajam się.

- informuje E. Bednarska.

Po badaniu ginekologicznym pacjentka czeka na formalności związane z przyjęciem jej na oddział.

Musiałam chwilkę poczekać, jako, że standardem było wtedy w szpitalu, że w dniu wyjścia ze szpitala nie otrzymuje się wypisu, więc ja zgodnie z wiedzą w komputerach, dnia 5 listopada, nie zostałam z niego jeszcze wypisana, nie wprowadzono tego, najpierw mnie musieli wypisać, dopiero mnie wprowadzili do komputera, że mogę zostać przyjęta i na zasadzie spychologii zostałam przerzucona na salę porodową.

- opowiada dalej p. Ewelina.

Tego dnia kobieta, nie zapomni do końca życia, prawdziwy koszmar rozpoczyna się właśnie tutaj. Położna sprawdza tętno dziecka, wszystko wydaje się w porządku, jednak sytuacja przyjmuje zupełnie inny bieg wydarzeń.

Zaczął się kolejny dramat, o którym nie miałam zielonego pojęcia, przez 15, 20 min. położna po podłączeniu mi wąsów tlenowych, kazała mi się przewracać z boku na bok, słyszałam Ewelina oddychaj głęboko, oddychasz nie tylko za siebie, ale także za dziecko.

- kontynuuje opowieść p. Bednarska.

Położna zauważa coś niepokojącego w badaniu KTG. Pacjentka niespodziewanie z sali porodowej trafia na USG.

Zwieźli mnie  z sali porodowej na łóżku na Izbę Przyjęć i tam dopiero wykonali USG, gdzie lekarz z wielką empatią do monitora stwierdził, że nie ma przepływu w sercu, tak się dowiedziałam, że mój syn nie żyje. W tym momencie podobno krzyknęłam.

- tłumaczy p. Ewelina.

Teraz mi się wydaje, że był to krzyk śmierci, bo to tak brzmiało, taki metaliczny, przeraźliwy odgłos krzyku słyszany przez sufit.

- mówi Michał Bednarski, mąż Eweliny.

Kazałem lekarzowi, który był obecny w tym pokoju USG zaprowadzić się do ordynatora, bo tylko ordynator mógł zadecydować o cięciu cesarskim. Nikt tak naprawdę nie usiadł ze mną, nie poinformował mnie co się stało, dlaczego cesarskiego cięcia nie można wykonać, informacja absolutnie zawiodła.

- dopowiada p. Michał.

P. Bednarskiej wykonano cesarskie cięcie, kolejne tygodnie spędza w szpitalu z powodu komplikacji, które wystąpiły w wyniku operacji.

Okazało się, że stanął cały układ pokarmowy, że wszystko we mnie gniło, nikt tego nie sprawdził czy ten układ rusza, tak jak najnormalniej w świecie po operacji sprawdza się słuchawkami, czy jelita ruszyły. Ruszyli się dopiero wtedy jak zwymiotowałam na podłogę.

- kończy mówić p. Bednarska.

Rodzice Mateusza, przekonani, że padli ofiarą rażących błędów medycznych sprawiedliwości dociekają od 3 lat. Na początku swojej drogi do prawdy zawiadomili prokuraturę w Sosnowcu. Ta nie chce podawać mediom żadnych szczegółów w tej sprawie.

Wykonujemy jeszcze czynności dowodowe, nie chcielibyśmy ujawniać celu tych czynności, na czym one polegają.

- komentuje Marcin Stolpa, z-ca Prokuratora Rejonowego w Sosnowcu.

Po ponad półtorarocznej walce Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, lek. Grzegorz Wrona postawił zarzuty dr Krzysztofowi Gościniewiczowi, byłemu ordynatorowi dr Maciejowi Ornowskiemu i dr Michałowi Wyciągłowskiemu.

W kwestii powikłania porodowego wystąpił do właściwego Okręgowego Sądu Lekarskiego z wnioskiem o ukaranie trzech lekarzy, którzy byli zaangażowani  w niesienie pomocy pacjentce.

- mówi w rozmowie lek. Grzegorz Wrona, Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej.

Wtedy właśnie zostaje zawieszony w swoich obowiązkach ordynator Maciej Ornowski.

Powodem zawieszenia p. ordynatora nie była sprawa państwa Bednarskich, to były sprawy organizacyjne i sposób kierowania oddziałem i to był główny powód, natomiast jeżeli chodzi o sprawę wprost lekarz, ordynator, każdy, który brał udział w opiece nad pacjentką ponosi odpowiedzialność zawodową i tutaj czekamy na rozstrzygnięcie.

- dodaje Artur Nowak, prezes Szpitala Miejskiego w Sosnowcu.

Dziś Bednarscy kartka po kartce analizują dokumentację medyczną. Próbują znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego Mateusz nie żyje. Rodzice chłopca złożyli także wniosek do rzecznika praw pacjenta.

Po przeprowadzonym postępowaniu wyjaśniającym, po opiniach konsultanta, stwierdziłam naruszenie tych praw, wystąpiłam do szpitala o wyciągnięcie konsekwencji  w stosunku do pracowników, którzy są winni temu,  a także o pouczenie personelu medycznego, przeszkolenie go, aby w przyszłości nie dochodziło, do tego typu tragedii.

- zaznacza Krystyna Barbara Kozłowska, Rzecznik Praw Pacjenta.

Były ordynator Maciej Ornowski przed kamerą nie chce się wypowiadać.

Sprawa jest w Sądzie lekarskim, do tego czasu nie zamierzam zabierać w niej głosu, 30 czerwca będzie druga rozprawa.

- mówi Maciej Ornowski, były ordynator oddziału ginekologiczo- położniczego w sosnowieckim szpitalu.

Jak się okazuje dr. Ornowski nie przebywa jeszcze na emeryturze, choć niektóre media podają taką informację.

15 kwietnia w Okręgowym Sądzie Lekarskim w Łodzi odbyła się już pierwsza rozprawa. Dr O przesłuchiwany był ponad 2 godz. Dr W. odmówił składania zeznań. Na trzeciego z panów lekarzy nie starczyło już czasu.

 Generalnie niemal każde stwierdzenie pana O, każda podstawa medyczna, na jaką się powoływał, budziła dodatkowe wątpliwości składu orzekającego.

- podkreśla pan Bednarski.

Na jednej z rozpraw ojciec dowiaduje się, że groził doktorowi Maciejowi O, jak sam mówi, to nie była groźba. Sposobem, jaki wtedy wybrał p. Michał, żeby przekonać lekarza do zrobienia cesarskiego cięcia chciał ratować żonę i dziecko.

Moje chwycenie Ornowskiego za marynarkę, to był wynik braku totalnej informacji i nie dowierzania, chciałem jeszcze raz podkreślę ratować syna i pomóc żonie.

- stwierdza p. Michał Bednarski.

Rodziców najbardziej boli fakt, że zarzuty dotyczą tak naprawdę błahych zaniedbań, zaniechań, pewnych podstawowych czynności, które powinni wykonać lekarze, a których nie zrobili. O tym mówi opinia prof. Preisa, pisana dla Rzecznika Praw Pacjenta.

Dziś po 3 latach szukania sprawiedliwości rany fizyczne być może zasklepiły się, o tych psychicznych nie da się zapomnieć, w dalszym ciągu to dla nich dramat.

Nikt nie poinformował mnie o śmierci mojego dziecka, dopiero położna powiedziała co się stało, żaden lekarz nie stanął na wysokości zadania, zrobicie sobie następne i będzie dobrze, takie rzeczy słyszy się w szpitalu.

- wspomina p. Ewelina.

My nie jechaliśmy do fabryki bułek, cukierków, tylko jechaliśmy do szpitala, gdzie są specjaliści, lekarze, nie jechaliśmy na przeszczep głowy, tylko na zwyczajny w świecie ludzki poród.

- podkreśla p. Michał Bednarski.

Przecież na ich synka Mateusza czekał pokój na pierwszym piętrze ich domu, mieli być szczęśliwą, kochającą się rodziną. Pani Ewelina chce sprawę doprowadzić do końca.

Chcę usłyszeć winny…

- mówi p. E. Bednarska.

Kolejna rozprawa w Okręgowym Sądzie Lekarskim w Łodzi została wyznaczona na 30 czerwca br. Podobne postępowanie po wniesieniu skargi przez Państwa Bednarskich toczy się w Okręgowej Izbie Lekarskiej Pielęgniarek i Położnych.

Autor: Magdalena Tworek – Hołda

FacebookTwitterWykopGoogle+

Comments are closed.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress