Zrobił wsad, którego… nie pamięta!

2015-08-07

Marcin Piechowicz to najmłodszy koszykarz w obecnym składzie MKS-u Dąbrowa Górnicza. 22-latek „Z wolnej stopy” opowiada, czy jeszcze pytają go o dowód osobisty, o przedsezonowych treningach z bratem, o tym z jakiego powodu trafił na stół operacyjny, a także dlaczego ojciec chciał zrobić z niego… piłkarza ręcznego!

Fot: Adrianna Antas / MKS Dąbrowa Górnicza

Masz 22 lata i ciągle jesteś jednym z najmłodszych zawodników w drużynie, a do tego młodo wyglądasz. Na co dzień czasem pytają cię jeszcze o dowód osobisty?

Zdążyłem się przyzwyczaić – jestem w pierwszej drużynie już kilka sezonów i zawsze byłem najmłodszym zawodnikiem. Ksywa „Młody“ towarzyszy mi kolejny sezon, ale to dla mnie nic strasznego. Z tym dowodem to jest różnie – jak ogolę brodę to myślę, że mogliby mnie wziąć za gimnazjalistę. (śmiech)

Zanim zostałeś koszykarzem, trenowałeś piłkę nożną, siatkówkę, piłkę ręczną, a nawet judo. Gdybyś nie grał w koszykówkę, byłbyś teraz… judoką?

Jako brzdąc miałem bardzo dużo energii i rodzice chcieli ją jakoś rozładować, więc próbowali mnie w różnego rodzaju sportach. Gdybym nie grał w koszykówkę, z pewnością byłbym piłkarzem ręcznym. (uśmiech) Jeszcze dwa lata temu tata i znajomy trener chcieli mnie przerobić na szczypiornistę. (śmiech)

Twój ojciec był piłkarzem ręcznym, mocno przekonywał ciebie i brata do tej dyscypliny sportu. Jak to się stało, że żaden z was nie dał się przekonać i obaj wybraliście koszykówkę?

Gdy byliśmy „młodzi” tata nigdy nie naciskał na mnie, ani na brata, żebyśmy zostali piłkarzami ręcznymi. Oczywiście bywało, że chodziłem z tatą porzucać piłką, postrzelać, ale zdecydowanie poszedłem w ślady brata, który wybrał koszykówkę. (uśmiech) Choć czasem zdarza się, że tata wspomina, a co by było, gdybym trenował piłkę ręczną… Ale już się tego nie dowiemy. (śmiech)

Braterskie przygotowania do sezonu nadal obowiązują? Taki system się sprawdza?

Zdecydowanie, trening z bratem w wakacje to tradycja. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy w tym okresie nie porywalizowali. W tym roku było tego trochę mniej ze względu na moje zdrowie, ale udało nam się potrenować. Kilka razy zdążyliśmy nawet zagrać jeden na jednego. (śmiech) Brat zawsze dawał i będzie dawał mi dobre rady, z których regularnie korzystam.

Jak starszy brat zrecenzował twój pierwszy sezon w ekstraklasie? A może wcale nie pytałeś go o zdanie?

Oczywiście, że rozmawialiśmy na ten temat. Były pochwały, lecz były i minusy. Wiem, co mam poprawić. Mam nadzieję, że uda mi się to zrealizować. Bliscy, cała rodzina, wspierają mnie, ale nie mogą mnie tylko chwalić. (śmiech)

Teraz trzeba myśleć już o kolejnych rozgrywkach. Ale wcześniej musiałeś trafić… na stół operacyjny. Co się stało i jak się czujesz?

Miałem drobną operację kostki, ale była ona niezbędna, żebym mógł normalnie grać. Jestem już po rehabilitacji, noga jest prawie w stu procentach zdrowa i gotowa do sezonu. Wierzę, że ten problem mam za sobą, a w najbliższych rozgrywkach kontuzje będą mnie omijały szerokim łukiem.

Aby wywiad podsumować bardziej optymistycznym wspomnieniem niż zabieg, wróćmy pamięcią do pewnego tajemniczego wsadu. Podobno zdarzył ci się taki, którego… nie pamiętałeś! Jak to możliwe?

(śmiech) To była bardzo śmieszna, ale i dziwna sprawa. Mój pierwszy wsad w życiu, który wykonałem w meczu pod wpływem takiej adrenaliny, że „obudziłem się” stojąc w obronie, a wszyscy się na mnie patrzyli i byli w szoku. Szkoda, że nikt tego nie nagrał, bo byłaby to świetna pamiątka i zobaczyłbym, jak to naprawdę wyglądało. (śmiech)

Rozmowę przeprowadził Damian Juszczyk.

Autor: Martyna

FacebookTwitterWykopGoogle+

Comments are closed.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress